3 x TAK DLA WRZEŚNIOWEGO SHINYBOXA

niedziela, 12 października 2014

Zawartość wrześniowego ShinyBoxa bardzo przypadła mi do gustu i trafiła w moje potrzeby. Zaciekawiona działaniem kosmetyków czym prędzej zabrałam się do mazania. Niestety nie obeszło się bez rozczarowania, ale ta trójka zrobiła na mnie pozytywne wrażenie i chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć o nich parę słów.

Przypomnijmy. Krem do rąk i paznokci Bioliq ma za zadanie nawilżyć, odżywić, wygładzić i zregenerować dłonie, a dzięki zawartości olejku z cytryny procesy starzenia mają zostać spowolnione.

Krem ma lekką konsystencję, delikatny cytrynowy zapach i dobrą wchłanialność przy zastosowaniu rozsądnej ilości. 

Na ten moment krem sprawdza się naprawdę dobrze. Jest lekki, szybko się wchłania (co jest dla mnie mega ważne), momentalnie wygładza dłonie i koi podrażnienia. Nawilża i likwiduje uczucie szorstkości. Nie pozostawia żadnej irytującej klejącej się warstwy. Jestem ciekawa jak się sprawdzi gdy temperatura spadnie o kilkanaście stopni.. Mam jednak nadzieję, że nieprędko będę miała okazję się o tym przekonać;) Jak narazie jesteśmy nierozłączni i noszę go zawsze w torebce. Niestety tubka kremu nie radzi sobie w tych ciężkich warunkach i jest już cała porysowana, zafarbowana od reklamówek i nie idzie jej doczyścić.. 


Drugim kosmetykiem, o którym warto wspomnieć jest korektor pod oczy od Grashki. Byłyście ciekawe jak będzie się sprawdzał i czy jest rzeczywiście wart tych 21 zł. Zacznę od tego, że jest naprawdę bardzo jasny i słabo dopasowuje się do koloru skóry, więc dla osób z ciemniejszą karnacją się nie nadaje. 

Korektor ma stałą, lekko jedwabistą konsystencję, która podczas aplikacji i rozcierania przechodzi w kierunku suchej. Szczerze mówiąc wolę bardziej mokre korektory, którymi mogę dłużej popracować i wklepać w skórę. Przy tym produkcie wskazane jest używanie palców, ponieważ pędzelek nakłada zbyt grubą warstwę i nie radzi sobie z rozcieraniem. 

Na zdjęciu obok widzicie zdjęcie przed i po. Pozwoliłam sobie nałożyć korektor również na powieki, żeby lepiej pokazać Wam poziom krycia. Nie mam problemów z cieniami pod oczami, ale z zakamuflowaniem żyłek i prześwitów radzi sobie dobrze. Niestety z powodu swojej konsystencji ma tendencję do wchodzenia w załamania skóry i podkreślania zmarszczek. Nie nadaje się do ukrycia przebarwień na twarzy, bo nie stapia się dobrze ze skórą i pozostawia widoczną skorupę. 

Często rozświetlające korektory pod oczy, z niezrozumiałych dla mnie przyczyn zawierają drobinki, których ten na szczęście nie ma. Sam w sobie bardzo fajnie i naturalnie rozświetla okolice oka, odświeżając spojrzenie i dodając mu lekkości. 

Nie jest to korektor, który powalił mnie na kolana i będę go dożywotnio używać. Polubiłam go za krycie i rozświetlenie, ale konsystencja i aplikacja nie przemawiają do mnie. A już kompletnie niedopuszczalne jest podkreślanie moich zmarszczek..  


Wrześniowy ShinyBox zawierał także dwa kosmetyki marki Balneokosmetyki Malinowy Zdrój - szampon wzmacniający włosy i żel peelingujący do ciała.  

Szampon znienawidziłam po pierwszym użyciu. Zamiast wzmocnić moje włosy spowodował ich wzmożone wypadanie, sprawił, że były matowe, napuszone i przetłuściły się szybciej. Z tego co widziałam w komentarzach na facebooku Shiny Boxa to więcej dziewczyn było z niego niezadowolonych. Żel peelingujacy? Nie wyróżnił się niczym poza zapachem. Rzadka konsystencja, mało wydajny, ostre drobinki.. 


Kosmetykiem, który w mojej ocenie jest hitem tego pudełka jest wszechstronny tusz do rzęs Etre Belle Lash Xpress zawierający kwas hialuronowy. 


Pierwsze maźnięcia tuszem nie należały do udanych. Był zbyt mokry, robił grudki i miał tendencję do sklejania rzęs. Nie skreśliłam go od razu i to była dobra decyzja. Po ponad tygodniu używania pokazał mi co tak naprawdę jest wart. 

Przede wszystkim bardzo wydłuża moje rzęsy, dodatkowo trochę zwiększa ich objętość. Nie kruszy się, nie rozmazuje w ciągu dnia. Szczoteczka okazała się wygodna i jeśli nawet zdarzy się jej zrobić grudkę to bez problemu można ją wyczesać. Naprawdę fajny produkt. 

Za maskarę musimy zapłacić 100 zł. Cena według mnie trochę za wysoka. Tyle mogłabym dać bez mrugnięcia okiem gdyby efekt był 3 razy lepszy a tusz dodatkowo zmywałby naczynia.. Bardzo go polubiłam i ubolewam, że nie jest tańszy. Pozostaje wypatrywanie promocji.. 


Dla tych trzech, ciekawych produktów (wszystkie w pełnym wymiarze) zdecydowanie opłaca się zapłacić 49 zł za pudełko. Tusz daje naprawdę fajny efekt, krem działa skutecznie, a korektor mimo swoich wad polubiłam za krycie i rozświetlenie. 

Wrześniowe pudełka są jeszcze dostępne. Tutaj.



Czy posiadaczki tego pudełka mają podobne zdanie do mojego?

Podobne posty

8 komentarze

  1. Dla mnie korektor Graski jest niestety za jasny - może to przez utrzymującą się jeszcze opaleniznę z wakacji? Krem do rąk troszkę za lekki, na tę porę roku wolę już coś konkretniejszego. Ale za to maskara to prawdziwy hit! Robi mi takie rzęsy, jakbym sobie sztuczne dokleiła - mega wydłuża i pogrubia :) niestety rzeczywiście trochę za drogi...

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takie silikonowe szczoteczki :) I jeszcze ten kształt!
    Bardzo podobną (jak nie taką samą nawet) ma moja ulubiona maskara Lovely Pump Up :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tez polubiłam te trzy produkty. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tusz rzeczywiście robi wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja własnie zaczęłam uzywac nawilżający krem pod oczy 25+ Bioli, a akurat używam kremów na trądzik, więc problemy zprzesuszeniem sa duże, a ona naprawdę nawilża i łagodzi podrażnienia! Dlatego chyba skuszeęsię i na ten do rąk i wiele więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie kryje ten korektor. Tusz miałam, ale u mnie się osypywał i bardzo, bardzo, szybko wysechł.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tusz jest świetny, uwielbiam go ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Rzęsy po wyglądają extra! Szkoda, że taka droga ta mascara.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz:)

Odpowiedzi na Wasze pytania zamieszczam u siebie na blogu.
Proszę o nie umieszczanie w komentarzach linków do blogów i rozdań - takie wpisy będą przeze mnie usuwane.